Wczoraj na scenie Domu Kultury Polskiej w Wilnie dwukrotnie zabrzmiał „Kolega Mela Gibsona”. Spektakl był częścią VIII Międzynarodowego Festiwalu Sztuk TRANS/MISIJOS BALTICUM 2026, wydarzenia, które po raz kolejny połączyło artystów i publiczność wokół teatru, muzyki i wspólnie przeżywanych emocji. Ten sam tekst, ten sam aktor, a jednak dwa zupełnie inne spotkania z widzami. Każde z nich miało swoją wyjątkową atmosferę.
O godz. 13.00 na widowni zasiedli uczniowie i nauczyciele. Dla wielu z nich była to konfrontacja z niełatwą formą teatralną – monodramem, w którym jeden aktor sam tworzy cały świat, utrzymuje uwagę widza i prowadzi go przez kolejne emocje. Młoda publiczność przyjęła spektakl niezwykle ciepło. Był śmiech, skupienie i spontaniczne brawa, a po zakończeniu rozmowa o spektaklu, aktorstwie i historii Feliksa Rzepki. Nie mogło też zabraknąć tego, co po „Koledze Mela Gibsona” wydaje się wręcz obowiązkowe – „autosów”. Tym razem już całkiem prawdziwych.
Wieczorem, o godz. 18.30, na widowni zasiadła dojrzała publiczność i spektakl nabrał zupełnie innych barw. Dobrze znane melodie i teksty uruchomiły wspomnienia. Widzowie śpiewali razem z aktorem, klaskali, a chwilami nawet tańczyli. Było dużo śmiechu, ale gdzieś pomiędzy nim pojawiła się także nostalgia – za czasem, ludźmi, piosenkami i historiami, które nosimy w pamięci. Czasem, który już minął.
Finał przyniósł owację na stojąco. Właśnie w takich chwilach najlepiej widać siłę żywego teatru: ten sam spektakl można oglądać kolejny raz, a jednak nigdy nie jest dokładnie taki sam.
Łukasz Kamiński, wspaniały jak zawsze, po raz kolejny udowodnił, że potrafi wydobyć z dobrze znanej historii nowe emocje. Zaskoczył nawet tych, którzy „Kolegę Mela Gibsona” znają już bardzo dobrze. Było zabawnie, momentami absurdalnie, ale też wzruszająco i bardzo prawdziwie.







