Czterdzieści lat temu stanęła na czele Polskiego Teatru Studio w Wilnie. Przez ten czas wychowała kolejne pokolenia aktorów, wyreżyserowała dziesiątki spektakli i udowodniła, że teatr można budować nawet wtedy, gdy brakuje pieniędzy. Dziś, z okazji jubileuszu 40-lecia pracykierowniczej, bo ta twórcza już sięga 1967 roku, , Lilia Kiejzik nie mówi jednak o sukcesach ani nagrodach. Najczęściej wraca do ludzi. To oni – jak podkreśla – byli i pozostają największą siłą teatru.

Wszystko zaczęło się od ludzi

Nie było wielkiej premiery, owacji ani reflektorów. Byli ludzie. To oni sprawili, że młoda dziewczyna zakochała się w teatrze na całe życie. Dziś Lilia Kiejzik mówi, że teatr to przede wszystkim odpowiedzialność, wspólnota i służba drugiemu człowiekowi.

Mistrzowie, którzy uczyli teatru i życia

“Trafiłam do bardzo miłej grupy tych, których wtedy nazywałam „starszymi”. Tak naprawdę byli starsi ode mnie zaledwie o siedem lat, ale dla młodego człowieka wydawali się już bardzo doświadczeni” – wspominała Lilia Kiejzik.

Największy wpływ wywarła na nią Janina Stróżanowska.

“Pani Janina nie była osobą, która mówiła tylko miłe rzeczy. Była wymagająca. Ale zawsze można było przyjść do niej z każdym problemem. Gdy ktoś miał kłopot, potrafiła doradzić i pomóc” – powiedziała Lilia Kiejzik.

Po latach odkryła historię, która do dziś jest dla niej symbolem oddania teatrowi.

“W tamtym czasie, sowieckim, reżyser Sypaitis nie mógł pracować w litewskim teatrze. Pani Stróżanowska przyjęła go do naszego zespołu. Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że latem dodatkowo pracowała, żeby zarobić pieniądze na jego wynagrodzenie. To pokazuje, jak bardzo była oddana teatrowi” – dodała Lilia Kiejzik.

To był teatr budowany nie pieniędzmi, lecz poświęceniem i wiarą.

Ogromny wpływ na przyszłą reżyserkę mieli także Sypaitis i pedagog Kazimiera Kymantaitė.

“To oni nauczyli mnie podstaw zawodu, pracy nad rolą i odpowiedzialności za scenę. Te zasady zostały ze mną do dziś i przekazuję je młodszym” – podkreśliła Lilia Kiejzik.

Teatr stał się całym życiem

Pierwszą większą rolą Lili Kiejzik była Marianna w „Tartuffe’ie” Moliera.

“Nigdy jej szczególnie nie lubiłam, ale dziś wiem, że była dla mnie doskonałą szkołą aktorstwa” – przyznała Lilia Kiejzik.

Nie pamięta problemów. Pamięta ludzi

W 1986 roku rozpoczęła studia na reżyserii w Wileńskiej Konserwatorii (dzisiejsza Akademia Muzyki i Teatru Litwy) oraz objęła kierownictwo Polskiego Teatru Studio.

“Wszyscy pytają o trudności, ale ja ich tak nie pamiętam. Kochałam tę pracę, lubiłam ludzi i miałam szczęście do zespołu. Trafiła się grupa osób, z którymi można było zrobić wszystko. Nigdy nie miałam problemu z brakiem ludzi” – podkreśliła Lilia Kiejzik.

Największym problemem były pieniądze.

“Pieniędzy nie było wcale. Kostiumy i scenografię robiliśmy sami, a każdy przynosił z domu to, co miał” – wspominała Lilia Kiejzik.

Przy realizacji „Dziadów” – „Proces Sądowy” scenariusza Alwidy Bajor, aktorzy własnoręcznie szyli kostiumy i budowali dekoracje.

„Nie mogliśmy pozwolić sobie na kosztowne stroje. Jedna z dziewczyn szyła togi nocami. Tak powstawał nasz teraz już zawodowy Teatr” – powiedziała Lilia Kiejzik.

Z czasem sytuacja teatru zaczęła się poprawiać także dzięki wsparciu sponsorów. Wśród nich był również ORLEN Lietuva, którego pomoc pozwoliła na realizację kolejnych przedsięwzięć artystycznych i dalszy rozwój Polskiego Teatru Studio w Wilnie w latach 2020-2024. Zespół z ogromną wdzięcznością wspomina tę współpracę, podkreślając, że wsparcie partnerów było niezwykle ważne dla działalności teatru oraz promocji polskiej kultury teatralnej na Litwie.

Spektakl, który otworzył drzwi

Przełom nastąpił w 1988 roku. W spektaklu premierowym „Proces Sądowy” wg. czterech części „Dziadów” w spektaklu ” wystąpiły 44 osoby.

“Wystawialiśmy „Dziady” pod nazwą „Proces sądowy” Adama Mickiewicza, kiedy na Litwie nie można było ich jeszcze oficjalnie prezentować. Byliśmy jednymi z pierwszych, którzy się tego podjęli. Spektakl otworzył teatrowi drzwi do Polski. Od tego momentu zaczęliśmy otrzymywać pierwszą pomoc. Nie były to wielkie pieniądze, ale dla nas znaczyły bardzo wiele. Później pojawiło się wsparcie „Wspólnoty Polskiej”. Dzięki temu teatr mógł się rozwijać i realizować kolejne spektakle” – dodała Lilia Kiejzik.

Największym sukcesem byli ludzie

Choć teatr zdobywał uznanie, największym sukcesem nigdy nie były nagrody.

“Nigdy nie miałam problemu z brakiem aktorów. Ludzie przychodzili sami. Szukali tego, czego brakowało im na co dzień – polskiego słowa, literatury i kultury” – powiedziała Lilia Kiejzik. Częstokroć byli to zawodowi reżyserzy, wokaliści czy aktorzy, jak również młodzież studencka Wilna.

Zapytana o najważniejszy spektakl czterdziestu lat pracy nie ma wątpliwości.

“Każdy reżyser mówi, że najlepszy jest ostatni spektakl. Ale my zawsze wracaliśmy do „Dziadów”. To chyba nasz największy sukces. Pokochaliśmy Wilno, Wileńszczyznę i twórców stąd” – powiedziała Lilia Kiejzik.

Spotkania z Czesławem Miłoszem i Sławomirem Mrożkiem należą do najcenniejszych wspomnień jej teatralnej drogi.

Marzenie, które wciąż czeka

Po czterdziestu latach pracy kierownika Teatru mówi przede wszystkim o wdzięczności.

“Jestem szczęśliwa, że mogłam robić to, co naprawdę lubię” – powiedziała Lilia Kiejzik.

Jednocześnie od lat nosi w sobie jedno marzenie.

“Chciałabym, żeby udało się uratować teatr na Pohulance. To miejsce o niezwykłej historii, a dziś po prostu się rozsypuje. Rozsypuje dosłownie i w przenośni artystycznej. Bardzo mnie to boli. Bardzo boli mnie zniekształcanie języka polskiego. Nasza śpiewna mowa jest piękna i jest częścią naszego dziedzictwa. Ale na scenie powinien brzmieć język literacki, i tego staramy się trzymać” – powiedziała Lilia Kiejzik.

Teatr potrzebuje dziś wsparcia

Największe wyzwanie pozostaje niezmienne.

“Dzisiaj mamy teatr zawodowy. Aktorzy muszą utrzymać rodziny i powinni być godnie wynagradzani. To nasze największe wyzwanie” – powiedziała Lilia Kiejzik.

Po czterdziestu latach odpowiedź Lilii Kiejzik na pytanie, czym jest teatr, pozostaje taka sama.

“Nie rodzi się z pieniędzy. Nie rodzi się z budynków. Rodzi się z ludzi. I dopóki będą ludzie gotowi spotykać się nawet po pracy, uczyć tekstów, budować dekoracje i wierzyć w siłę polskiego słowa, dopóty teatr będzie żył” – mówi.

Mimo trudności teatr nie zwalnia tempa. Najbliższe miesiące zapowiadają się wyjątkowo intensywnie. Od września do grudnia odbędzie się VII Międzynarodowy Festiwal Sztuk „TRANS/MISJE BALTICUM 2026”, gromadzący artystów z wielu krajów i prezentujący różnorodne formy teatralne. Z kolei w dniach 22–26 października Polski Teatr Studio będzie gospodarzem VIII Międzynarodowego Festiwalu Monodramu „MONOWschód”, jednego z najważniejszych wydarzeń poświęconych teatrowi jednego aktora w tej części Europy. Początek jesieni poświęcony będzie współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej obchodząc rok Sergiusza Piaseckiego z „Zapiskami oficera Armii Czerwonej. Premierę zaplanowano na koniec roku.

Więcej: https://zw.lt/wiadomosc/artykuly-autorskie/lilia-kiejzik-40-lat-teatru-ktory-rodzi-sie-z-ludzi/?fbclid=IwY2xjawTT_9xleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEejQdAO3FKfatoDL2GK87YSDj9uTjJfww1SeAm1A3JnYn4TDFQY8cl2mo6Hr4_aem_rEYgnqtRDzrsPyiSQ6fKMQ